Większość treści myślenia jest bezgłośnym mówieniem; podstawowe przekonania są w istocie nawykami składni i stylu języka.

Fritz Perls

To, jak myślimy kształtuje naszą rzeczywistość. A myśli ubieramy w słowa.
Są słowa, dzięki którym rośniemy.
Są słowa — pułapki.
I są słowa, za pomocą których pozbywamy się swojej sprawczości i mocy.

Takie słowa są dla nas jak ten kołek w opowieści o słoniu…

Opowieść o słoniu

 

Słoń był najwspanialszym zwierzęciem w cyrku. Podczas przedstawienia paradował, prezentując swój niesamowity ciężar, rozmiar i siłę… Ale zawsze po przedstawieniu siedział uwiązany jedna nogą do kołka wbitego w ziemię. Kołek był tylko małym kawałkiem drewna, który tkwił w ziemi zaledwie na kilka centymetrów. I chociaż łańcuch był ciężki i gruby, wydawało się oczywiste, że zwierzę, które jest zdolne wyrwać drzewo z korzeniami, mogłoby z łatwością uwolnić się z kołka i uciec.

Co go trzymało w takim razie?
Czemu nie uciekł?

Wreszcie jakiś mądry człowiek znalazł odpowiedź: słoń nie uciekał z cyrku, gdyż od najmłodszych lat był przywiązany do różnych kołków.

Być może gdy był mały ciągnął, pchał i pocił się, próbując się uwolnić. I mimo, że użył wszystkich swoich sił, nie udało mu się, ponieważ wtedy kołek był dla niego za solidny. W końcu nadszedł dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swą niemoc i zdało się na swój los.

Ten potężny i silny słoń nie uciekał, ponieważ biedaczysko nie wierzył, że może. Miał utrwalone wspomnienie niemocy, które przeżył krótko po przyjściu na świat.
I najgorsze, że nigdy więcej nie zakwestionował poważnie tego wspomnienia.
Nigdy więcej nie starał się ponownie wypróbować swych sił…

I tak to jest. Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku — idziemy przez życie przywiązani do setek kołków, które odbierają nam wolność*.

Co powiedziałby słoń, gdyby umiał mówić?

 

Wyobrażam sobie język, który odzwierciedlałby stan psychiczny nieszczęsnego słonia, który oddał całą swą siłę do dyspozycji dyrektorowi cyrku:

Nie mogę się stąd ruszyć
Muszę tu tkwić.
Trzeba stać, gdzie cię przywiązano.
Spróbowałbym, ale wiem, że to nie ma sensu…
Nigdy nic mi się nie udaje..
Szkoda, że wtedy, kiedy byłem mały dałem się przywiązać..

 

słoń

 

Język przywiązanego słoniaPełen słów, za pomocą których rezygnujemy z własnej sprawczości…

 

Nie mogę

 

Słoń powtarzałby pewnie z bólem: Nie mogę.
My, patrząc na niego z boku możemy stwierdzić, że nie ma racji. Warunki się zmieniły i teraz mógłby. Cóż z tego, jeśli słoń nie weryfikuje swojego stwierdzenia. Za pomocą nie mogę zamyka sobie drogę do działania. Rezygnuje.

My także często mówimy nie mogę zbyt szybko, prawda?

Dlatego każde swoje nie mogę warto sprawdzać.
Jak to jest? Czy:

  • Faktycznie nie mam możliwości — bo na przeszkodzie stoi fizyka, fizjologia lub wyjątkowo nieprzychylne warunki zewnętrzne?
  • Mogę, jeśli zainwestuję (czas, wysiłek)?
  • Tak naprawdę nie chcę /nie mam ochoty/ nie decyduję się?

Muszę

 

Muszę tu tkwić — mógłby powiedzieć słoń, używając jednego z najbardziej nadużywanych spośród odbierających siłę słów (próbowałaś kiedyś policzyć, jak często w ciągu dnia mówisz muszę?)

Muszę (i jego smutni kuzyni: trzeba, powinienem, należy) wskazują często na utrwalone, stare przekonania, które mogą już nam nie służyć. One również wymagają weryfikacji.

Możesz zapytać siebie:

Co by się stało, gdybym tego nie zrobiła?
Co by się stało, gdybym to zrobiła inaczej?
Kto mi kazał?

Dlaczego muszę odbiera nam siłę?

 

Słowa muszę używamy też często, żeby się zdyscyplinować.
(...muszę chodzić do pracy).

Albo też w szlachetnej intencji zmotywowania się do działania (.…muszę zacząć biegać).

Zamiast jednak poczuć przypływ ożywczej energii, często reagujemy na muszę tak, jak moja klientka:
Nie chce mi się. Czuję ciężar w rękach, na barkach, w głowie. Energia mi się obniża.
Im więcej tych “muszę” wokół mnie, tym mniej mam siły…

 muszę

 

Muszę nas osłabia, ponieważ brak jest tu naszego zaangażowania.

To nie my decydujemy: jakieś zewnętrzne siły kontrolują nasze działania.

Zauważ, jak zmienia się twoje nastawienie, gdy zamiast muszę zacząć biegać powiesz chcę zacząć biegać. Albo nawet niewinnie: mogłabym zacząć biegać

To rewolucyjny w swojej prostocie i często polecany sposób. Niestety nie zawsze działa (…przecież wcale nie chcę chodzić do tej pracy, nie lubię jej i mam jej dość…).

Czasem bardziej przekonujące mogą okazać się słowa

Wybieram/ Decyduję.

To ty wybierasz i ty decydujesz. Są powody, dla których podejmujesz właśnie taką decyzję (na przykład wolisz cieszyć się swobodą finansową niż zostać klientką opieki społecznej — dlatego chodzisz do pracy).

Tak, ale…

 

Podejrzewam, że przywiązany słoń na przyjacielską sugestię, żeby szarpnął mocniej za sznurek znalazłby kilka przekonujących powodów, dla których jest to absolutnie niemożliwe. Powiedziałby na przykład: masz rację, jestem silny, ale dzisiaj ciśnienie tak skacze i boli mnie głowa…

Niepozorne słówko ale jest bardzo podstępne.
Bo niby wszystko jest w porządku.
Ale.
Tak naprawdę wcale nie.
Ale zaprzecza pierwszej części zdania. Zawęża. Utrudnia rozwiązanie, jak kłoda, którą rzucamy sobie pod nogi.

Traktuj je z najwyższą ostrożnością.

Nigdy, nic, zawsze…

 

Nic mi nie wychodzi..
Zawsze wszystko zawalam…
Nikogo nie obchodzę…

…. mówiłby słoń zwieszając trąbę w geście rezygnacji.

Zawsze, nigdy, nic, nikogo — to uogólnienia: tkanka, z której często tworzymy swoje depresyjne opowieści.

Gdy używamy tego typu generalizacji nie potrafimy lub nie chcemy rozpoznać specyfiki tej właśnie sytuacji. Nie bawimy się w subtelności.

Uogólnienia działają przytłaczająco, potwierdzają naszą niedolę.
Co ciekawe, czasem właśnie o to nam chodzi: jakaś część w nas chce siebie pożałować, trochę się nad sobą rozczulić. I spowodować, żeby ktoś rozczulił się nad nami.

Jeśli jednak tobie nie jest wygodnie z tą przygnębiającą opowieścią o sobie, postaraj się ją rozmontować. Przejdź do konkretów, uściślaj, wynajduj wyjątki.

Przypatruj się swojemu doswiadczeniu z precyzją i ciekawością, zamiast wtłaczać je w ciężkie i pozbawione odcieni zawsze i nigdy.

Możesz zapytać siebie:

Co konkretnie ci nie wyszło?
Naprawdę nic?
Czy nie zdarzyło ci się chociaż raz, że coś ci się udało?

Szkoda. Żałuję, że…

 

Być może słoń pielęgnuje w swej pamięci ten moment, kiedy jeszcze mógł odwrócić sytuację, coś zrobić inaczej: szkoda, że nie uciekłem wtedy, kiedy ten człowiek zapomniał mnie przywiązać.

Szkoda, żałuję to słowa — kotwice przywiązujące nas do przeszłości. Pielęgnujące żal. Nie pozwalające pójść dalej.

Słów tych często używają nie tylko osoby pogrążone w chronicznym żalu. Również ci z nas, którzy zawsze myślą o tej drugiej opcji. Tej, której właśnie nie wybrali.

W rezultacie rzadko potrafią cieszyć się tym, co mają.

To już zostało zrobione…

 

Mechanizmów jęzkowych, które odbierają nam siłę jest znacznie więcej.

Wśród nich na przykład:

strona bierna (to już zostało zrobione: rozmywamy odpowiedzialność).
Tryb przypuszczający (zrobiłbym to, gdyby: asekurujemy się).
Zdania zrzucające odpowiedzialność na drugą osobę (doprowadzasz mnie do szału)…

Cechą wspólną wszystkich tych wyrażeń jest to, że oddajemy w nich odpowiedzialność za własne życie komuś innemu: rodzicom, szefowi, partnerowi, pogodzie, systemowi…

A dopóki myślimy w ten sposób, trudno nam wprowadzić rzeczywistą zmianę w swoim życiu.

Bo prawdziwa zmiana możliwa jest tylko wtedy, gdy sami weźmiemy odpowiedzialność.

Zacząć możemy od eksperymentowania ze zmianą języka….

 

*na podstawie G. Bucay, Opowieści, które nauczyły mnnie jak żyć

Pin It on Pinterest

Share This