Ten tekst miał mieć bardziej efektowny tytuł w stylu “7 mitów na temat psychoterapii”. Nie doszło do tego, ale na początku faktycznie warto byłoby rozbroić pewien mit.

Mit

Terapia to coś w rodzaju naprawy samochodu: idziesz do serwisu, fachowiec bierze maszynę w swoje profesjonalne ręce. Robi tajemnicze rzeczy. Naprawia. Twój udział jest znikomy, nie znasz się na tym i być może nie za bardzo chcesz się poznać.

Terapia to coś zupełnie innego.

Jesteś jej współtwórcą i współautorem.

Terapeuta wspiera cię swoim warsztatem, jest przewodnikiem, ale duża część pracy będzie po twojej stronie. To ty będziesz się musiał(a) przyjrzeć swoim demonom, otworzyć stare rany, wypracować nowe sposoby działania.

Wziąć odpowiedzialność.

Prawdę mówiąc: idąc na terapię i trzeba nastawić się na solidną pracę.

 

Kiedy iść do psychoterapeuty?

 

Kiedy zakładałam gabinet, starałam się o dofinansowanie działalności. Psychoterapia była wtedy jeszcze trochę mniej popularna niż teraz, czym być może mogę tłumaczyć wypowiedź pana przeprowadzającego ze mną rozmowę:

“Dawniej ludzie żyli z traumą po 70 lat i nic im się nie działo. Po wojnie, po więzieniu. A teraz, jak dziecko zobaczy, jak się zabija kurę, to od razu trauma.”

Starałam się wtedy wyjaśnić, że ważna jest też jakość życia. Że można przeżyć 70 lat niekoniecznie jako człowiek spełniony i zadowolony z życia. Że nieprzepracowana trauma może też mieć wpływ na zdrowie i na związki z innymi ludźmi. Ale też, że to, co dla niektórych z nas będzie traumą, dla innych się nią nie stanie, zależy to od indywidualnej wrażliwości i wcześniejszych doświadczeń…

Po wojnie ludzie mieli ograniczona możliwość skorzystania z pomocy psychologicznej, dlatego żyli z traumami, które często przenoszone są z pokolenia na pokolenie.

Dzisiaj, żeby zacząć rozważać pójście do psychoterapeuty nie koniecznie trzeba zapaść na depresję uniemożliwiającą wstanie z łóżka.

Właściwie wyznacznikiem jest subiektywnie odczuwane cierpienie i to, że z jakimś problemem nie możesz sobie samodzielnie poradzić. To, że jakiś niezdrowy schemat powtarza się ciągle w twoim życiu.

Kiedy na przykład:

zawalasz w taki sam sposób kolejny związek.
Nie rozumiesz, dlaczego ciągle wrzeszczysz na dzieci.
Zasuwasz w pracy po 12 godzin i nie wiesz po co to robisz i dla kogo.
Nie widzisz w życiu sensu.
Na nic nie masz siły.
Gdy wszystko Cię boli, chociaż badania nic nie wykazują.
“Masz pecha” i nigdy nic ci nie wychodzi.
Ciągle torpedujesz własne wysiłki…itd.

Z drugiej strony psychoterapia to poważna praca, jeśli chce się uczciwie sięgnąć do korzeni swoich problemów. Nie każdy jest na to gotowy, nie każdy tego chce.

 

Jak wybrać psychoterapeutę?

 

Czasem możesz usłyszeć, że jakiś rodzaj psychoterapii jest lepszy od innych. Czy tak jest naprawdę?

Jest trochę tak, że psychoterapeuci mają tendencję do wywyższania kierunków, które sami reprezentują. Znajomy terapeuta mówił o tym: “kościoły terapeutyczne” – każdy jest wierny swojemu.

Tymczasem badania mówią, że skuteczność poszczególnych modalności (kierunków) jest podobna. Co najwyżej niektóre kierunki mogą być bardziej polecane przy pewnych problemach albo nadawać się bardziej dla niektórych osób.

To, czy proces się powiedzie, zależy od czegoś innego: tak zwanej relacji terapeutycznej (o tym dalej).

Dlatego jeśli szukasz psychoterapeuty poczytaj o różnych kierunkach. Zobacz, co z tobą rezonuje. Czy wolisz podążać według instrukcji, robić zadane ćwiczenia czy iść za tym, co się pojawia, bardziej swobodnie zgłębiać swoją świadomość i podświadomość. Czy interesuje cię praca z ciałem, albo doświadczenia wywodzące się z psychodramy, czy wolisz bardziej statyczny dialog…

Potem zwróć uwagę na osobę terapeuty. 

Czasem trafiają do nas osoby, które wybrały psychoterapeutę ze względu na położenie gabinetu (“Mam po drodze na uczelnię”).

Nie polecam tego sposobu;)

Zamiast tego umów się na konsultację i zobacz, czy właśnie z tym człowiekiem chcesz pracować.

Zadawaj pytania (ważne: mogą dotyczyć także wykształcenia psychoterapeuty).

Po konsultacji możesz się NIE zdecydować na współpracę i szukać dalej.

 

Jak długo trwa psychoterapia?

 

Ile to będzie trwało?

To częste pytanie.

Słyszałam, że jeden z psychoterapeutów radzi sobie z nim w ten sposób, że podsumowuje, problemy, jakie zostały ustalone, a później pyta :

Ile czasu sobie na to dajesz?

Jak długo zmagasz się z tymi trudnościami? 

Jak myślisz ile będzie nam potrzebne żeby się tym zaopiekować?

To bardzo zręczny sposób, bo podkreśla współodpowiedzialność osoby w terapii za przebieg procesu. Równocześnie pokazuje, jak bardzo zależy to od indywidualnych aspektów. 

Bo ma tu znaczenie wiele spraw, choćby takich jak głębokość problemu (na przykład depresja może mieć różne przyczyny), czy styl działania konkretnej osoby (niektóre osoby tak jak w życiu będą mierzyć się z oporem do działania, niektóre będą iść jak burza) .

Niektóre kierunki psychoterapii z założenia są nastawione na krótszy proces, do 6 miesięcy (np. poznawczo-behawioralna). Inne, które bardziej koncentrują się na głębszej zmianie osobowościowej oferują raczej terapię długoterminową, od 6 miesięcy do nawet kilku lat (np. psychodynamiczna). W psychoterapii Gestalt można wybrać terapię krótkoterminową – wtedy koncentrujemy się na jednym problemie. Jednak zazwyczaj jest to dłuższy proces
(więcej o psychoterapii Gestalt przeczytasz tutaj).

 

Relacja z psychoterapeutą

 

Napisałam wcześniej, że lecząca jest relacja, ale co to właściwie znaczy? Warto to wyjaśnić, bo łatwo tu o nieporozumienia.

Na pierwszym poziomie można powiedzieć, że ponieważ ważne jest współdziałanie terapeuty i osoby w terapii, na początku powinien być wstępny kredyt zaufania, poczucie, że bezpiecznie czujesz się w tym miejscu, z tym człowiekiem.  

Potem następuje etap budowania “sojuszu terapeutycznego”. Jest on niezbędne do tego, żeby proces posuwał się dalej: jesteśmy w tym razem, współpracujemy, zależy nam, idziemy w tym samym kierunku.

Niekoniecznie chodzi tu o to, żeby terapeutę bardzo lubić i żeby zawsze było miło. 

Bardziej istotne jest za to pogłębione zaufanie. Żeby można było powiedzieć także to, co jest mniej miłe i mniej wygodne.

Na głębszym poziomie relacja leczy, bo zwykle powtarza się w niej to, co w relacjach z innymi ludźmi. 

Przykład: masz poczucie, że ludzie cały czas cię zawodzą, ciągle robią coś przeciwko tobie i dlatego odsuwasz ich od siebie. 

Najprawdopodobniej powtórzy się to również w terapii.

Może się zdarzyć, że twój psychoterapeuta powie albo zrobi coś niezbyt zręcznego – on też popełnia błędy. Dla ciebie będzie to jeszcze jedno potwierdzenie, że wszyscy są przeciwko tobie i nie ma sensu angażować się w jakiekolwiek związki.

I teraz: szansą, jaką daje psychoterapia jest to, że można na tym pracować.

Dowiedzieć się, jak to wygląda od strony drugiej osoby.

Przyjrzeć się, w jaki sposób to, co się wydarza jest podobne do tego, co zwykle wydarza się w twoim życiu.

Jakie są tego źródła. Z kim tak się kiedyś czułaś/czułeś? 

Pracować nad tym, co zostanie odkryte.

I w końcu przeżyć to inaczej niż zwykle.

Podobnie jest ze wszystkimi innymi wzorcami wchodzenia w relację. Czy jesteś zależny, czy nieufny, zamknięty, czy zbuntowany…

 

I wreszcie najgłębszy poziom.

Jeśli proces terapeutyczny trwa odpowiednio długo, osoba w terapii, być może  po raz pierwszy w życiu będzie w stabilnej relacji, w której jest widziana i akceptowana taka, jaka jest. 

Ma szansę uwewnętrznić sobie akceptujący, wspierający głos.  

Tego “dobrego rodzica”, którego być może kiedyś zabrakło.

 

Jaka jest skuteczność psychoterapii?

 

Czy zawsze się uda przepracować problem, z którym zgłosiło się na psychoterapię?

Niestety nie.

Wojciech Eichelberger, terapeuta znany i uznany oceniał w jednym z wywiadów skuteczność psychoterapii na 60%. 

.Ja nie odważę się na tak śmiałe podawanie liczb czy procentów. Moje doświadczenie jest takie, że prawie każdy wynosi coś z psychoterapii.

Większą świadomość siebie i wzorców, które nim kierują. 

Wypracowanie zdrowszych  sposobów reagowania w trudnych sytuacjach.

Przepracowanie niektórych zastałych przekonań.

Wsparcie, poczucie bycia zrozumianym, wysłuchanym.

Jednak niektóre osoby z różnych powodów nie pójdą dalej. Najpewniej przerwą terapię zbyt szybko. To znaczy: nie przejdą do przepracowania głębokich emocjonalnych blokad. A żeby długofalowo coś zmienić w niektórych problemach bez tego się nie obejdzie.

 

Cykloterapia

 

Często mówię w trakcie konsultacji osobom, z którymi być może będę pracować, że terapia to dłuższy proces. Ma różne fazy. Są momenty, w których można się poczuć nawet gorzej niż przed terapią, bo dotyka się czegoś bardzo trudnego. Kontaktujemy się wtedy z trudnymi emocjami, które wcześniej były zablokowane. To trochę jak otworzenie rany, żeby ją oczyścić.

Może boleć.

Można ten proces ją porównać do idącej w górę spirali.
Idziemy do góry, a później znowu w dół. 

Ale już nie do tego samego punktu, w którym byliśmy wcześniej.

Irvin Yalom (znany psychoterapeuta i autor książek) nazywał nawet ten proces cykloterapią.

Jeśli czujesz się gorzej, masz wątpliwości, na temat tego, co się dzieje w terapii, ważne jest, żeby o tym rozmawiać. 

Pamiętaj, że psychoterapeuta nie umie czytać w myślach (to zaskakująco powszechny mit:). Niektóre rzeczy może wywnioskować z twojej ekspresji niewerbalnej, ale jeśli zataisz jakieś emocje czy ważne fakty ze swojego życia to po prostu nie będzie można nad tym pracować. 

 

To duża szkoda dla ciebie.

 

………………………………………………

 

Kończę z życzeniami, żeby  ten tekst pozwolił ci bardziej świadomie rozpocząć psychoterapię:)